wtorek, 2 lipca 2013

Rozdział XXXVI



„Świat to skom­pli­kowa­ne miej­sce o trud­nych re­gułach, gdzie każdy gra taką rolę, jaką wyz­naczył mu los. I nie zaw­sze można wybierać”

***

Rebekah pobiegła na schody, którymi wychodziło się ze szkoły i usadowiła się na nich. Wraz z wyjściem z sali przestała kontrolować łzy, które teraz spływały jej po policzkach strumieniami.
Cały czas nie była w stanie uwierzyć w to, że tak bliskie jej osoby, bo dotychczas tak o nich myślała, mogły okazać się tak bezwzględne w obliczu zaistniałej sytuacji. Może i związała się ze słynnym Harrym Styles’em z One Direction, ale czy to znaczy, że trzeba ją tak traktować…? Z pewnością nie… Przecież każdy miał prawo do szczęścia, które spotkało blondynkę właśnie przy boku tego chłopaka.
Katherine po chwili do niej dołączyła. Wiedziała, że w tym trudnym dla jej przyjaciółki momencie nie może jej tak po prostu zostawić. Miała gdzieś to, co pomyślą sobie o niej ludzie z klasy. Owszem, byli jej kolegami i koleżankami, ale na pewno nie w takim stopniu jak nastolatka.
Doskonale zdawała sobie sprawę z popularności jaką niesie za sobą „zadawanie” się z jej bratem. Przechodziła to samo w swojej dawnej szkole, w Holmes Chanel. Tyle, że ona długo do niej nie pochodziła, gdyż Hazza zabrał ją stamtąd, gdy tylko dowiedział się jak jest traktowana przez tamtejszych ludzi.
- Ej, nie przejmuj się nimi , nie ma sensu, nie są tego warci - stwierdziła szatynka, przytulając Rebekah.
         Zorientowała się, że dopóki nie ma przy niej Loczka, to ona powinna ją pocieszyć, pokazać, że tacy ludzie są bezwartościowi.
- Nie rozumiem dlaczego tak się zachowują... Po kim jak po kim, ale po nich nie spodziewałam się czegoś takiego…
         Dawno nie zawiodła się na kimś w tym stopniu. Zresztą, ostatnimi czasy w jej życiu dużo rzeczy układało się po jej myśli, a można nawet rzec, że jeszcze lepiej, także odwrót sytuacji tłumaczyła sobie jako nauczkę od życia. W końcu pomiędzy szczęściem, a cierpieniem musi zachować się jakaś równowaga…
         Rebekah cierpiała, a Katherine doskonale była tego świadoma. Wiedziała, że powrót do klasy wcale nie pomoże jej w zabliźnieniu ran, ale dopiero teraz zdawała sobie  sprawę z konsekwencji ich czynu. Zapewne nauczycielka nie zrozumie całej tej sytuacji, w której znalazła się blondynka. Kate bała się tego, co belferka uczyni po ich wręcz nagannym zachowaniu…
- Wracajmy lepiej, bo nauczycielka zabije mnie za samą przemowę, którą wygłosiłam naszej "kochanej" klasie – oświadczyła szatynka, wstając i podając jej rękę.
- Lekcja kończy się za pięć minut... Jak chcesz, to idź, ja tu zostanę chociaż do końca tej lekcji - powiedziała Rebekah.
         To rozwiązanie wcale nie przypadło do gustu młodszej siostrze Harry’ego. Nie chciała zostawiać nastolatki samej, ale nie miała ochoty zmuszać jej do swojej obecności. Może właśnie w tamtym momencie potrzebowała chwili samotności na przemyślenie paru spraw i wyciągnięcie poprawnych wniosków…? Mimo to, wolała się upewnić…
- Jesteś pewna, że chcesz zostać sama? – zapytała siedemnastolatka.
- Tak – potwierdziła dziewczyna Hazzy, spuszczając głowę – Nie bój się, niedługo do Ciebie dołączę – zapewniła, zmuszając się do uśmiechu.
- Dobrze, wezmę przy okazji Twoje rzeczy - zaoferowała nastolatka, po czym skierowała się w stronę klasy, którą przed momentem opuściła.
Kiedy weszła, spojrzenie całej klasy padło na nią, ale ona nic sobie z tego nie robiąc, powoli poszła do swojej ławki. Doskonale zdawała sobie sprawę, że obie z swoją przyjaciółką przez jakiś czas będą znajdowały się na językach wszystkich uczniów. No bo, gdzie znajdą ciekawszy temat…? Dla niektórych ludzi „żywienie” się plotkami o innych było wręcz niezbędne do życia, napawało dumą i dawało poczucie spełnienia. Z drugiej strony zrozumiała, że ich wybryk nie ujdzie im płazem i będą musiały za niego odpowiedzieć. Pytanie tylko jak…
- A gdzie ta druga? - zapytała ostro nauczycielka, gdy dziewczyna powróciła na swoje stałe miejsce i wygodnie rozsiadła się w ławce.
- Już dzisiaj nie wróci na pani lekcję - odpowiedziała młodsza siostra Hazzy, sztucznie się uśmiechając.
         Nauczycielka zdawała się wręcz oburzona odpowiedzią Katherine. Rzadko spotykała się z taką bezczelnością u swoich uczniów, którzy akurat na jej lekcjach byli wzorem do naśladowania. Próbowała przypomnieć sobie, kiedy to ostatnio ktoś zachował się w podobny sposób, ale jej pamięć aż tak daleko nie sięgała. Dlatego postępowanie dziewczyn wymagało specjalnych środków. Przecież nie pozwoli, żeby jeden głupi wybryk uruchomił ich lawinę wśród pozostałych podopiecznych…
- Lepiej żeby wróciła, ponieważ za Wasze dzisiejsze zachowanie mam zamiar zadzwonić do Waszych rodziców - wyjaśniła.
         Właśnie w tym momencie w głowie szatynki zaświeciła się czerwona lampka. Gdyby faktycznie zadzwoniła do mamy, to nie przejęłaby się tym nawet w najmniejszym stopniu, ale to Harry zapisywał ją do tej szkoły i wypełnił wszystkie stosowne dokumenty, które upoważniały go w pełni do znajomości wszystkich jej ocen, zachowania, a także udostępnił swój numer telefonu komórkowego w razie jakiś nagłych i nieprzewidzianych wypadków, a zdaje się, że dzisiejsza sytuacja mogła być do tego typu zaliczona… Wiedziała, że jej brat z pewnością zadowolony nie będzie, o ile jego reakcji nie będzie łatwiej przyrównać do wściekłości. Rebekah zapewne się upiecze, gdyż nastolatek winą za to zdarzenie obarczy siebie, bo to w końcu on nie chciał ukrywać się z ich związkiem. Za to Kate takiego wytłumaczenia nie miała… Brunet nie będzie chciał słuchać o jej lojalności w stosunku do przyjaciółki i tego, iż nie miała innego wyjścia, niż pobiec za nią i spróbować pocieszyć oraz podeprzeć na duchu. Pozostawała jeszcze jedna kwestia… Jeżeli belferka zamierzała telefonicznie poinformować chłopaka o jej czynie, to była w stanie to znieść. Hazza pokrzyczałby trochę, wygłosił długie kazanie… Pewnie nie omieszkałby również uświadomić nastolatce o tym, że na jej działanie ma wpływ jej związek z Liam’em, którego on nie akceptuje i nie zanosi się na to w najbliższej przyszłości. Gorzej byłoby gdyby profesorka zdecydowała się wezwać go na rozmowę, tu, do szkoły. Wtedy byłoby prawdziwie piekło. Przecież ktoś mógłby rozpoznać w nim członka zespołu One Direction… Dlatego najlepszym sposobem na złagodzenie ich obecnego położenia będzie udawanie wielce skruszonej. Młodsza siostra Loczka miała nadzieję, że to wystarczy i jakoś im się upiecze… Stąd zamiast odpowiedzieć na pytanie zadane przez kobietę, opuściła głowę i zaczęła analizować swój przedmiotowy zeszyt.
- Ona po prostu się zdenerwowała  - wtrąciła się Dylan, broniąc swojej koleżanki - Od rana wszystkie spojrzenia padają na nią, a nie jest przyzwyczajona do takiego życia…
         Z Rebekah znały się już dość długo i zdecydowanie była dla niej kimś więcej niż tylko koleżanką z ławki. Pamiętała czasy, kiedy to we trzy, ona, blondynka i Paula, spotykały się po lekcjach i godzinami plotkowały, mimo tego, że miały zajmować się odrabianiem lekcji lub przygotowaniem projektów. Nie zamierzała siedzieć cicho i przypatrywać się jej problemom, byłoby to nie fair. Zresztą, pomimo tak krótkiej znajomości z Katherine również ją polubiła i sądziła, że ta znajomość może wyjść poza granicę koleżeństwa, że kiedyś, niekoniecznie w najbliższej przyszłości, zostaną przyjaciółkami.
- Po Twoich rodziców też mam zadzwonić? - zapytała wściekle nauczycielka.
Okej, takiej odpowiedzi się nie spodziewała. Nie sądziła, że stając w obronie blondynki może narazić się nauczycielce. Mimo to, próbowała dalej…
- Niech pani się postawi na jej miejscu - powiedziała Dylan.
- Dość tych dyskusji - wrzasnęła nauczycielka, całkowicie tracąc nad sobą kontrolę.
To ona była belferką i to ona ustalała zasady panujące w tej klasie. Nie mogła pozwolić sobie na niesubordynację, nie przez dwie, a właściwie trzy, uczennice. Podważyłaby to cały jej autorytet, na który pracowała przed wiele długich i ciężkich lat.
Na szczęście w tym momencie zadzwonił dzwonek na przerwę. Dylan i Katherine szybko się ulotniły. Bały się kolejnego wybuchu nauczycielki, która prawdopodobnie była zdolna do wszystkiego.
Pod następną klasą czekała na nie Rebekah. Widać, że to, co stało się na poprzedniej lekcji, wpłynęło zarówno na jej wygląd fizyczny, jak i psychikę. Ślady po łzach nadal były wyraźne, pomimo nałożenia znacznej ilości pudru. Z jej twarzy na dobre znikł uśmiech i wyglądało na to, że nie zamierzał się tam szybko pojawić.
- Niech zgadnę… Jest na mnie wściekła, prawda? - zapytała blondynka, gdy tylko je zobaczyła.
- Powiedziała, że zadzwoni do naszych rodziców, ale myślę, że to ściema - stwierdziła szatynka.
- Obawiam się Kate, że to nie jest ściema - oznajmiła Rebekah - Moja mama dzwoniła do mnie przed chwilą, zapytać się z jakiego powodu za godzinę ma stawić się w szkole - wyjaśniła.
Jakby na potwierdzenie jej słów telefon Kate zaczął wibrować. Szatynka szybko wyciągnęła go z kieszeni spodni. Kiedy popatrzyła na wyświetlacz momentalnie zbladła, ale zdecydowała się odebrać.
- Możesz mi wyjaśnić, dlaczego jestem wzywany do szkoły? - zapytał wściekły Styles.
- No… to… jest raczej trudne do wyjaśnienia, ale proszę Cię nie denerwuj się - odpowiedziała Kate.
- Okej, nie chcesz mówić, to nie i tak wszystkiego się dowiem – prychnął chłopak – Ale może zacznę inaczej… Wiesz z czym to się wiąże? - spytał  - Będę musiał przyjechać tam za godzinę, gdy w szkole są jeszcze uczniowie!
- Ale wtedy są lekcje, wszyscy będą w klasach - uspokajała dziewczyna.
- Mimo wszystko, to duże niebezpieczeństwo kolejnego skandalu, a przecież wiesz, że teraz przed premierą płyty, musimy mieć nienaganną opinię - powiedział.
- Tak wiem, ale i tak nic nie zmienię - powiedziała Kate - Po prostu stawiłam się za przyjaciółką - dodała.
- Jak to stawiłaś się za przyjaciółką? - zapytał Harry – Katherine, masz mi to natychmiast wyjaśnić!
- W dużym skrócie: nasza klasa czepia się Rebekah o to, że jest z Tobą - powiedziała szatynka, spoglądając na blondynkę.
         Przez długi moment w słuchawce panowała cisza. Najwidoczniej Hazza musiał przetrawić w spokoju słowa swojej młodszej siostry. Prawdopodobnie dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, co zrobił. Naruszył życie normalnej nastolatki, dość brutalnie wprowadzając ją w świat showbiznesu. A jednak Liam miał rację…
- Myślę, że Wy też będziecie musiały być przy tej rozmowie, więc błagam, zachowujcie się - poprosił brunet, w końcu przerywając niezręczną ciszę.
         Ta uwaga była akurat całkowicie nie na miejscu. O tym dziewczyna Payne’a już dawno pomyślała. Przecież nie będzie kłócić się z nauczycielką w obecności swojego starszego brata. Poza tym, wystarczająco dużo już dzisiaj nabroiły…
- Nie musisz mi tego mówić, wiem, że mam zachowywać się kulturalnie, nie pyskować i nie robić Ci wstydu - wymieniała szatynka - Muszę kończyć, właśnie przyszła nauczycielka - dodała, po czym się rozłączyła.

***

- Przepraszam bardzo, ale szukam Katherine Styles i powiedziano mi, że właśnie w tej sali ma lekcje - odezwał się zachrypnięty głos zza drzwi, na szczęście dla szatynki, jego właściciela nie było widać.
Kiedy tylko Kate usłyszała ten głos zamarła. Poznałaby go wszędzie i to o każdej porze. "Po co ON tu przylazł!? Nie mógł mnie zawołać ktoś inny!? Dlaczego akurat ON!?" - krzyknęła w myślach.
Szybko podniosła się z miejsca i popatrzyła na puste siedzenie obok. Rebekah nie było już od piętnastu minut, a ona siedziała jak na szpilkach i czekała aż przyjdzie moment na nią. Usprawiedliwiła się przed nauczycielką i wyszła na korytarz, gdzie czekał już na nią jej brat.
- A teraz rozwiń ten swój duży skrót  - zażądał na przywitanie jej brat.
- Jakiś chłopak wygarnął Rebekah, że spotyka się z Tobą, a ona po prostu tego nie wytrzymała i wybiegła, a ja pobiegłam za nią, przecież to moja przyjaciółka, nie mogłam jej tak po prostu zostawić i... – nastolatka nadawała jak katarynka.
- Powiedzmy, że już wszystko wiem - przerwał jej Harry.
         Kate dawno nie widziała swojego brata aż tak opanowanego. Mimo, że ta sytuacja wynikła właśnie przez niego i go bezpośrednio dotyczyła on był nadzwyczaj spokojny. Wysoko uniesiona głowa i  skupiony wyraz twarzy dobitnie to ukazywały. W tym momencie nie zachowywał się jak roztrzepany osiemnastolatek i gwiazda boysbandu One Direction, tylko jak dorosły, jak prawdziwy… mężczyzna, który jest gotowy wziąć odpowiedzialność za swoje czyny.
Powoli dochodzili do sekretariatu, w którym belferka miała rozmawiać z opiekunami dziewczyn. Harold nie stracił panowanie nad sobą, za to jego siostra bezpowrotnie je utraciła. Jeszcze nigdy nie była wzywana na tego typu rozmowę. Jeżeli już stawiała się w takich miejscach, to aby odebrać nagrody za udział w konkursach albo za zasługi dla szkoły, także nie było powodu, aby dziwić się jej, że jest wyjątkowo zdenerwowana i spięta, czego objawem były trzęsące się ręce.
Rebekah i jej mama już tam były. Blondynka nie zaszczyciła Styles’a nawet jednym spojrzeniem. Za to, kiedy jej matka na niego spojrzała, po jego plecach przeszedł zimny dreszcz. To, że kobieta go nie znosiła było raczej oczywiste. Przecież kto, jak nie on, wprowadził tyle zamętu w życie jej dotychczas idealnej córeczki…
- Siadajcie - rozkazała nauczycielka.
Kate i Harry posłusznie zajęli miejsca.
Pomieszczenie było duże, ale urządzone bardzo przytulnie. Centralnym punktem było mahoniowe biurko, na którym stał przestarzały komputer, a powierzchnie wokół niego pokryte były mnóstwem różnokolorowych papierów. Po jednej jego stronie stało ozdobne krzesło, najprawdopodobniej przeznaczone dla nauczycielki, a po drugiej cztery niczym się nie wyróżniające siedzenia. Ściany miały odcień mięty i świetnie współgrały z ciemnymi i lśniącymi meblami. Poza światłem dobiegającym z niewielkiego okna, zastawionego kilkoma doniczkami z różnymi bujnymi, ale jednocześnie pięknymi roślinami, pokój rozświetlał duży i ekstrawagancki żyrandol. Na przeciwległej ścianie od okna wisiał stary, ozdobny zegar, a tuż obok niego dość duży obraz, przedstawiający zachód słońca nad rozległym jeziorem i plażą, porośniętą wysokimi trawami, nad którymi swobodnie latały stada ptaków. W rogu stała ogromna kserokopiarka, przy której sekretarka właśnie kserowała jakieś potrzebne sobie dokumenty. Gdy tylko wyszła nauczycielka postanowiła zacząć dyskusję, która nie zapowiadała się na miłą pogawędkę.
- Może macie coś do powiedzenia, dziewczynki? - zapytała.
- Nie powinniśmy wychodzić z sali podczas pani lekcji - stwierdziła ze skruchą w głosie Katherine - Bardzo panią przepraszam za moje zachowanie i obiecuję, że to się nigdy nie powtórzy.
         Mówiła to całkowicie szczerze. Już dawno zdała sobie sprawę z tego, że obie przegięły. Mimo całej tej sytuacji, kobiecie należał się szacunek, należny jej ze względu na stanowisko. One natomiast całkowicie nie zwróciły na to uwagi, wręcz zignorowały. Zresztą, nigdy nie umiała kłamać przez co, była raczej marną aktorką.
- Czy dziewczyny pochwaliły się państwu, co zrobiły na mojej dzisiejszej lekcji? - zapytała kobieta.
- Tak i przyznaję, że to było bardzo nierozsądne - odpowiedziała matka Rebekah.
         Nie miała pojęcia, co wstąpiło w jej zwykle ułożoną córkę. Nigdy nie sprawiała, żadnych problemów wychowawczych. Nie licząc sprzeczek z nauczycielką wf-u, którego nie cierpiała, dlatego też jej matka nie wyciągała w związku z tą sprawą żadnych konsekwencji. Nie osiągała wybitnych wyników w nauce, zawsze była pośrodku klasy. Natomiast zachowanie zawsze miała bardzo wysokie. Zawdzięczała to chęci ingerowania w życie szkolne oraz klasowe. Jeszcze niedawno uwielbiała organizować różne imprezy okolicznościowe, ogniska, spotkania klasowe… A teraz…?
Jednak to, co wydarzyło się dzisiaj przeszło już wszystkie granice… Podejrzewała, że jej zachowanie wynikało z związku Rebekah z Harrym Styles’em. Nie znała tego chłopaka osobiście, a już wiedziała, że nigdy nie da rady go polubić. Słyszała o nim wystarczająco dużo, zanim jeszcze jej córka w ogóle go poznała. Odkąd tylko dowiedziała się o istnieniu zespołu One Direction, stał się on dla niej prawdziwym idolem i wzorem do naśladowania. Ściany jej pokoju oblepione były mnóstwem plakatów z jego wizerunkiem. Na niektórych zdjęciach towarzyszyli mu również przyjaciele. Ale tylko jej matka wiedziała, że taki związek nie będzie miał szansy przetrwać. Celebryta z przeciętną dziewczyna…? Nie, jakoś nigdy jej to nie pasowało…
No i teraz są tego konsekwencje… Jej córka znacznie pogorszyła się w nauce, jej zachowanie również pozostawia dużo do życzenia, a przede wszystkim stała się dużo bardziej pyskata. Nikt jej nie wmówi, że ten sławny chłopak dobrze na nią działa…
- Znam Katherine na tyle dobrze, że wiem, iż więcej nie przysporzy tego rodzaju problemów - zapewnił Styles.
         Również zachowanie jego siostry go zdziwiło. Kate i ucieczka z klasy…? Nie, to zdecydowanie do niej nie pasowało. Dlatego obiecując, że taka sytuacja więcej się nie powtórzy, był tego absolutnie pewny. W końcu każdy ma prawo do błędów…
- Miejmy taką nadzieję – ucięła nauczycielka – Ale, co do Rebekah... – udała, że się zastanawia - To już jest Twój drugi wybryk. Zresztą jestem prawie stuprocentowo pewna, że panienka Styles nie wyszłaby z mojej lekcji, gdyby nie sprowokowałoby jej do tego opuszczenie klasy przez Ciebie…
Rebekah schyliła głowę w dół, wpatrując się w swoje buty i analizując każdy ich szczegół. Nie, wcale nie było jej wstyd. Przynajmniej nie przez to, że uciekła… Jeżeli sytuacja miałaby się powtórzyć, zrobiłaby dokładnie to samo. Zresztą, to nawet nie chodziło o nią... Bała się, że jej przyjaciółka, za wstawienie się za nią i chęć wsparcia na duchu, może mieć przez nią problemy, czego szczerze nie chciała. Proszę bardzo, mogli wstawiać jej nagany, ale niech nie obciążają odpowiedzialnością Kate, bo dziewczyna nie była niczemu winna!
- Katherine, dzisiaj wyjątkowo przymknę oko na Twoje zachowanie, ale co do Rebekah... - zastanawiała się kobieta - Może zrobimy tak... Od jutra będziesz musiała zostawać godzinę po lekcjach w sali numer 15 - powiedziała po chwili - Dziewczyny na lekcje, a państwo  możecie pójść do domu – dodała, wstając i wyciągając rękę, zarówno do młodego Styles’a, jak i, matki blondynki.
Harry grzecznie przepuścił w drzwiach wszystkie kobiety znajdujące się w pomieszczeniu. Cieszył się, że jego w stosunku do jego siostry nie zostały wyciągnięte żadne konsekwencję, choć z drugiej strony martwił się o to, iż Rebekah, mimo całej tej sytuacji, panującej w jej klasie, która, jak nie patrząc, przemawiała na jej korzyść, tę karę będzie musiała ponieść… I tak mieli bardzo niewiele czasu na spotkania, a teraz odebrali im kolejną godzinę możliwą do spędzenia w swoim towarzystwie…
Jednak niespodziewanie odezwała się rodzicielka jego dziewczyny.
- Nie życzę sobie, żebyś spotykał się z moją córką!
- Ale... Ale dlaczego? - zająknął się starszy brat Katherine.
- Wystarczająco już przysporzyłeś jej problemów... - wyjaśniła.
- Mamo! - wrzasnęła dziewczyna - Nie możesz zabronić mi spotykać się z Harrym!
- Owszem mogę - stwierdziła spokojnie matka Rebekah.
- Będę się spotykać z kim tylko zechcę, a Ty nie możesz mi tego zabronić - podkreśliła blondynka.
- Nie widzisz, że ten chłopak nie jest dla Ciebie odpowiedni? - zapytała.
- Wiem czego chcę - odpowiedziała Rebekah.
- Nie będę z Tobą rozmawiać w takim miejscu - stwierdziła kobieta - Wrócimy do tego tematu w domu - zastrzegła, po czym bez jakiegokolwiek pożegnania z uniesioną głową skierowała się w stronę wyjścia z budynku.
Gdy tylko zniknęła trójce nastolatków z oczu, Rebekah wtuliła się w tors swojego chłopaka, a tym samym brata swojej przyjaciółki, która zmieszanym głosem powiedziała:
- No to może ja Was zostawię.
         Katherine doskonale zdawała sobie sprawę, że ta niezręczna wymiana zdań nie była łatwa dla żadnego z nich… W końcu kochali się, a postronny obserwator mógłby mieć wrażenie, że cały świat stoi przeciwko ich związkowi…
- Nie ma takiej potrzeby - odezwał się Harry – Najlepiej będzie, jeżeli jak najszybciej, wrócicie na lekcje - stwierdził - Rebekah, pogadamy o tym wszystkim w domu – oświadczył - Przyjadę po Was – zaoferował, po czym pocałował ją w policzek i odszedł w stronę wyjścia ze szkoły, a jego dziewczyna wraz ze swoją przyjaciółką wrócił do sali, w której odbywała się ich ostatnia dzisiejsza lekcja.

***

Czeeeść, kochani.! ;* Gdy pytaliście się mnie o datę publikacji rozdziału XXXVI odpowiadałam, że nastąpi to w roczek naszego bloga, czyli 3 lipca. Pojawił się dzień wcześniej, gdyż właśnie w ten dzień obie wyjeżdżamy i na blogu obecne będziemy dopiero 16 lub 17 lipca… Także na wszystkie komentarze i pytania odpowiemy, gdy tylko wrócimy znad morza ;D
A powracając do naszej „rocznicy”… Nie jestem w stanie uwierzyć, że minął już rok. Pamiętam jakby to było dzisiaj, że gdy Rebekah rzuciła pomysł założenia tego bloga, byłam temu maksymalnie przeciwna, że początki fabuły wymyślałyśmy w czasie burzy, a później i tak wszystko zmieniłyśmy, że pisałyśmy w każdym wolnym czasie, czemu towarzyszyły wścibskie spojrzenia innych ludzi ;P Gdyby ktoś wtedy, w lipcu, powiedział mi, że za dokładnie rok będziemy miały ponad dwadzieścia osiem tysięcy wejść i aż tylu stałych czytelników, którzy pod każdym postem wyrażą swoje zdanie na temat notki, to z pewnością wyśmiałabym go. Nawet nie wiecie, ile słońca wprowadziliście w moje życie, dlatego bardzo, ale to bardzo Wam za to dziękuję. Jesteście najwspanialsi.! ;***
No, jak nie patrząc, rozpisałam się, zresztą jak zwykle. Także nie przedłużając, życzę Wam na maksa udanych wakacji i do zobaczenia, a właściwie napisania, za dwa tygodnie ;D
Wasza Katherine ;*

18 komentarzy:

  1. Super rozdział,udanych wakacji no i Wszystkiego Najlepszego z okazji "roczku" bloga.Jesteście naprawdę utalentowane,a blog jest świetny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy bardzo ;D
      Oby do kolejnego ;P

      Usuń
  2. nie jestem z wami od początku bloga ale wszystkiego najlepszego z okazji roczku oraz powodzenia w dalszym tworzeniu jego :)
    rozdział oczywiście genialny :) ciekawi mnie jak potoczą się losy Harrego i Rebeki ? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy, nie do końca wierzymy, że minął już rok ;D
      Jak się potoczą, to dowiesz się w dalszej części opowiadania ;D
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
  3. Bardzo fajny rozdział. Poważny Harry to niespodzianka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;D
      Na razie nie przewidujemy więcej scen z "poważnym Harrym" ;P
      Jakoś tak obie wolimy go w luźniejszej wersji ;)
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
  4. Fajny rozdział ja wyjeżdżam w sobotę. ŻYCZĘ wam SUPER wakacji!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujmy ;D
      My już po wakacjach, ale było świetnie.! ;D

      Usuń
  5. Kocham tego bloga. Uwielbiam ja piszesz. Sama dzięki takim właśnie blogom założyłam swój. Serdecznie zapraszam
    http://awesomeworld1d.blog.pl/

    Przepraszam za SPAM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Awww...! Dziękuję ;D
      Cieszę się, że natchnęłyśmy Cię do pisania własnego bloga ;)
      W wolnym czasie wpadnę ;)

      Usuń
  6. mmm, poważny Hazza :D podoba mi się to :) czekam na next'a. miłych wakacji życzę! /Ola xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się ;D
      Niestety już po wyjeździe, a było tak fajnie ;D

      Usuń
  7. Jak zwykle supeeeeeeeeeeeerowy rozdział ;****** tylko jest jedno ale : HARRY NIGDY NIE JEST OPANOWANY ;) heheheehhehehehhe pięknie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;D
      U nas Harry ma przeróżne oblicza ;P

      Usuń
  8. Hej, ja jestem tu nowa, ale wczoraj trafiłam na tego bloga i dosłownie oderwać się nie mogłam od czytania. Teraz skończyłam i muszę czekać na kolejne opowiadania, to nie fair!!! Ja już tak mam... A tak w ogóle to super piszecie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czeeeść, witam nową czytelniczkę i bardzo cieszę się, że do nas dołączyłaś ;D
      Ty od wczoraj przeczytałaś całe XXXVI rozdziałów...? Dziewczyno, podziwiam Cię, mi by oczy wysiadły przy połowie...
      Dziękujemy ;*
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
  9. No kiedy następny rozdział?! Czekam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się sprawdzić go do piątku ;D

      Usuń