czwartek, 30 sierpnia 2012

Rozdział XV


Rankiem, gdy Rebekah przyszła do kuchni, spotkała Jake'a, który nie wyglądał na zadowolonego, za to wręcz przeciwnie. Głowę miał prawie cały czas spuszczoną i podniósł ją tylko, gdy chciał sprawdzić, kto wszedł do kuchni.
- O cześć - przywitał się chłopak - zrobiłem Ci śniadanie, bo stwierdziłem, że trudno Ci będzie je przyszykować z ręką w gipsie - powiedział.
- Dzięki. Nie wiem, co bym bez Ciebie zrobiła - stwierdziła blondynka, siadając do stołu.
Chłopak podał jej talerz z kanapkami i herbatę.
- Jake, przecież widzę, że coś Cię dręczy - powiedziała Rebekah, gdy tylko chłopak lekko odsunął się od stołu.
- Nie martw się o mnie. Dam sobie radę - odpowiedział Jake.
- Nikomu nie powiem. Już, siadaj i opowiadaj - rozkazała blondynka.
Chłopak nie mając wyjścia, posłusznie usiadł i zaczął opowiadać:
- Ostatni raz, była u mnie Katherine i trochę się pokłóciliśmy...
- No to wszystko jasne - wtrąciła się dziewczyna.
- Okazało się, że spotykała się ze mną tylko dlatego, że chciała o kimś zapomnieć, a nie dlatego, że mnie lubiła - wytłumaczył chłopak, lekko spuszczając głowę.
W kuchni zapanowała niezręczna cisza lecz nie na długo, ponieważ Rebekah, była tak wściekła, że ledwo powstrzymała się od nieprzyzwoitych słów.
- Jak ona mogła? Myślałam, że jest moją przyjaciółką... Nie spodziewałam się tego po niej! - wykrzyknęła po chwili.
- Rebekah, spokojnie. Obudzisz zaraz wszystkich sąsiadów - ostrzegł chłopak.
- Niech ja ją tylko zobaczę... - groziła blondynka.
- Tylko błagam, powiedz, że do niej nie pójdziesz - poprosił Jake.
- Słuchaj, nie pozwolę żeby jakaś dziewczyna traktowała w ten sposób mojego kuzyna - odpowiedziała.
Chłopak nie chciał ciągnąć dalej tej rozmowy, gdyż wiedział, że nie wygra i dziewczyna zrobi to, co będzie uważała za słuszne. Blondynka, jedząc śniadanie, cały czas myślała o tej sytuacji i rozmyślała, co ma powiedzieć Katherine. Po paru minutach, poszła do swojego pokoju, aby się ubrać i przygotować do wyjścia. Gdy była gotowa, krzyknęła z dołu "Wychodzę", po czym szybko wyszła, aby Jake jej nie zatrzymał. Gdy dotarła pod drzwi domu chłopaków z zespołu "One Direction", ręce zacząły jej lekko drżeć ze strachu, ale odważyła się i zadzwoniła do drzwi. Otworzył jej Harry.
- Cześć Rebekah - przywitał się zaspany chłopak.
- Hej, jest Kate? - zapytała, lekko chwiejącym się głosem.
- Tak, jest - potwierdził - Zawołać ją? - spytał Hazza i wpuścił dziewczynę do środka.
- Jak byś mógł... - odpowiedziała blondynka.
Brunet poszedł do pokoju Kate, aby jej powiedzieć, że ma gościa i musi zejść na dół. Po paru minutach, Katherine, zeszła i przywitała się:
- Cześć, Rebekah. Miło Cię widzieć.
- Hej - powiedziała blondynka, nie wiedząc od czego zacząć  - Dlaczego potraktowałaś tak Jake'a? - zapytała po kilkusekundowej ciszy.
- A więc, Jake, wszystko Ci powiedział - stwierdziła szatynka, ściszając głos.
- Myślałam, że jesteśmy przyjaciółkami i że nie jesteś do czegoś takiego zdolna - powiedziała nastolatka.
- Ale... Rebekah, to naprawdę nie tak, jak myślisz. Ja go naprawdę bardzo lubię - wyjaśniła Kate.
- No to dlaczego tak go potraktowałaś? O kim, tak bardzo chciałaś zapomnieć, aby aż tak bawić się jego uczuciami? - zapytała blondynka.
Szatynce powoli napływały łzy do oczu. Nie wiedziała jak odpowiedzieć na te pytania.
- Nie chcę z Tobą rozmawiać - dodała Rebekah, gdy tylko zobaczyła łzy w oczach koleżanki. Po tych słowach wyszła.
Katherine, stojąc na schodach, naprawdę zrobiło się przykro więc, aby nikomu się nie pokazać, schowała się w swoim pokoju. Choć Katherine, była prawie stuprocentowo pewna, że Harry, gdy ją zawołał, skierował się do swojego pokoju, okazało się, że była w błędzie. Już po kilkunastu sekundach, wszedł do jej pokoju i kiedy zobaczył ją, siedzącą na łóżku i płaczącą, szybko do niej podszedł i mocno przytulił. Odkąd pamiętał, była niesamowicie wrażliwa, a te słowa ugodziły ją bardzo mocno, gdyż usłyszała je od swojej przyjaciółki. Gdy słyszał coraz cichszy szloch swojej siostry, zaczął wzrastać w nim gniew na blondynkę. Jak mogła jej coś takiego powiedzieć? No jak?
- Shh... Kate, spokojnie. Wszystko słyszałem. Nie płacz... To nie Twoja wina, że nic nie czujesz do tego chłopaka - wyjaśnił Harry.
- To wszystko, co mówiła, to prawda. Nie powinnam go zwodzić. Dlaczego muszę ranić wszystkich ludzi, którzy coś dla mnie znaczą? - zapytała Katherine, jeszcze bardziej wtulając się w swojego brata - Powinnam iść ich przeprosić - oznajmiła, próbując wstać lecz Harry ją zatrzymał.
- W tym stanie nigdzie nie pójdziesz. Jeszcze wpadniesz pod jakieś auto. Nie zgadzam się - zabronił kategorycznie nastolatek - Mam pomysł... Może ja pójdę wstępnie przeprosić ich za Ciebie. Spróbuję przyprowadzić tu zarówno Jake'a, jak i Rebekah. Co ty na to? - zaproponował.
- Nie wiem, co bym bez Ciebie zrobiła - powiedziała dziewczyna, patrząc mu w oczy.
Chłopak szybko skierował wzrok w stronę okna. Nie chciał jej okłamywać... Owszem, pójdzie do domu blondynki, ale tylko po to żeby powiedzieć jej, że ma się więcej nie zbliżać do jego siostry.
- Może uda Ci się jeszcze zasnąć. Jest dość wcześnie - oświadczył, wstając i wychodząc.
Jedno wiedział na pewno. Nie może zostawić jej samej, nie w tym stanie. Jeżeli Liam tak pali się żeby spędzać z nią czas, to może w końcu okaże się pożyteczny. Kiedy wszedł do jego skromnie urządzonego pokoju, chłopak siedział na obrotowym krześle i brząkał coś na gitarze. Materiał na nowy album, który mieli nagrywać od września? Możliwe...
- Mam prośbę... Katherine jest w całkowitej rozsypce. Mógłbyś się nią zająć? Muszę gdzieś pilnie wyjść - wytłumaczył Harry.
- Pewnie, ale co się stało? - zapytał zdezorientowany Liam, odkładając gitarę.
- Wyjaśnię Ci jak wrócę - powiedział Hazza - A i jeszcze jedno. Nie pytaj o nic Kate, a tym bardziej nie mów jej, że to ja Cię przysłałem - oświadczył po czym wyszedł.
- Wiszę Ci przysługę.



***


Po paru minutach, dotarł do domu blondynki. Drzwi otworzył mu Jake.
- Cześć, Harry - przywitał się po czym dodał:
- Domyślam się w jakiej sprawie. Czyżby Rebekah była u Katherine? - zapytał chłopak, wpuszczając bruneta do środka. 
W tym czasie, ze schodów właśnie schodziła blondynka, aby sprawdzić kto przyszedł. Gdy tylko zobaczyła Harry'ego wszystko było dla niej jasne. Chłopak całkowicie zignorował wypowiedź Jake'a. Liczyło się tylko, to żeby dopiec blondynce, by chociaż przez moment poczuła się jak Katherine. Powoli, wręcz bardzo powoli, przeszedł przez pokój, a następnie wszedł po schodach, tak, aby mógł patrzeć jej w oczy. Chciał widzieć jak cierpi...
- Jesteś z siebie zadowolona? Wyrzucałaś Katherine, że to co zrobiła Jake'owi było podłe Ty nie jesteś lepsza... Jak można mówić tak do swojej przyjaciółki? - spytał retorycznie, obrzucając ją pogardliwym spojrzeniem swoich zielonych tęczówek.
- Wysłała teraz Ciebie? Ja nie jestem lepsza? Nigdy nikogo tak nie potraktowałam - odpowiedziała dziewczyna.
Jake patrzył na tą całą sytuację z boku. Dobrze wiedział, że kuzynka sobie poradzi, ale trochę dręczyło go poczucie winy, gdyż to właśnie przez niego dziewczyna ma teraz kłopoty.
- Kate, nie wie w jakiej sprawie tu przyszedłem, myśli, że chcę Cię przeprosić... - wytłumaczył Harry - Gdyby Twój szurnięty kuzyn, kolejny raz, nie przystawiał się do mojej siostry, nie byłoby całej tej afery - powiedział lekko uniesionym głosem.
- Mnie przeprosić? Lepiej niech przeprosi Jake'a. A tak poza tym, nie jest szurnięty i nie przystawiał się do niej. Ona go tylko wykorzystała - odpowiedziała wściekła dziewczyna.
- Chciała przeprosić również jego, ale była w takim stanie, że uważam, iż nie powinna nigdzie wychodzić, bo mogłoby jej się coś stać - wytłumaczył - Jak śmiesz? Niczego mu nie obiecywała, zresztą Ty miałaś jakieś chore wyobrażenia o tym, że fajnie do siebie pasują i powinni być razem... Wychodzi na to, że to wina głupiej blondynki - powiedział Hazza, uśmiechając się ironicznie.
- Głupiej? - zapytała - Nie miałam żadnych wyobrażeń, a po za tym, to była ich sprawa, a nie moja. Bynajmniej ja, nie traktuję nikogo, jak dziecko, w porównaniu do Ciebie - powiedziała, unosząc się Rebekah i wskazując na chłopaka palcem.
- Niektórych trzeba traktować jak dzieci. Na przykład Ciebie - powiedział brunet.
- Niby na jakiej podstawie tak sądzisz? - zapytała dziewczyna.
- No nie wiem... - chłopak udał, że się zastanawia - Może dlatego, że zachowujesz się jak mała, rozkapryszona dziewczynka - prychnął.
- Wcale nie - wykrzyknęła blondynka - Jak Cię jeszcze nie znałam, tak naprawdę, wydawałeś się zupełnie inny niż teraz - powiedziała dziewczyna, patrząc chłopakowi prosto w oczy.
- No nie! Następna pusta laska, uważająca Harry'ego Styles'a za nie wiadomo kogo. Kiedy Wy w końcu zrozumiecie, że jestem inny... Potrafię walczyć o swoje - odpowiedział.
- Mówię tylko prawdę. Jeżeli nie umiesz jej przyjąć, to po co jeszcze tu jesteś? - zapytała Rebekah.
- Po to, żeby uświadomić Ci, że moja siostra siedzi w tym momencie we własnej sypialni i płacze z powodu Twojego zachowania względem jej. Pozwolisz, że nie wspomnę o tym idiocie - wyjaśnił, wskazując na kuzyna blondynki.
- Nie mów tak o nim. Najwidoczniej, zasłużyła sobie na to - oznajmiła dziewczyna, spoglądając na Jake'a, który nie chciał wtrącać się do spraw swojej kuzynki.
- Nikt mi nie wmówi, że zasłużyła sobie na coś takiego. Jaka z Ciebie przyjaciółka, skoro ona teraz przez Ciebie płacze? - spytał Harry, tym razem spokojniej.
- Wykorzystała go. Tak ogólnie, to opowiedziała Ci, co się wydarzyło? Jeśli tak, to może wypadałoby jej tu przyjść samej do Jake'a, a nie znajdować sobie kogoś, kto zrobi to za nią - powiedziała Rebekah.
- Chciała tu przyjść... Nawet nie wiesz, do jakiego stopnia ona czuje się winna, ale rozumiem, że duma blondwłosej księżniczki nie pozwala przyznać się jej do błędu - powiedział.
- Nie popełniłam żadnego błędu, a Ty może skończ traktować ją cały czas jak dziecko, bo dobrze wiesz, że jest już dużą dziewczynką i sobie poradzi - powiedziała blondynka.
- Nie traktuję jej jak dziecko, ale czasami muszę jej bronić. To mój obowiązek w stosunku do młodszej siostry - wyjaśnił Harry.
- Tobie też czasami przydałaby się taka opieka, bo wcale nie jesteś taki dorosły, za jakiego się uważasz. Powiedz, kiedy ostatni raz widziałeś rodziców? - zapytała blondynka.
- To nie moja wina, że moja matka zaczęła świrować i chwalić się na prawo i lewo, że występuje w "X-Factor". Później interesowały ją tylko bankiety, nie ja i nie Katherine. Zarzucasz mi, że nie jestem dorosły... Utrzymuję siebie i swoją siostrę, to chyba o czymś świadczy - oznajmił nastolatek.
- W wywiadach mówisz, że matka jest dla Ciebie najważniejszą osobą na świecie. A więc kłamiesz - powiedziała, ignorując jego ostatnie słowo.
- A co mam innego powiedzieć? Że zależy jej tylko na mojej karierze? Zresztą to, że się z nią nie kontaktuję, nie znaczy, że jej nie kocham - wyjaśnił już dużo bardziej spokojnie i dojrzale.
- Harry, Ty oszukujesz nie tylko fanów, ale także siebie - oznajmiła dziewczyna.
- Najważniejsza zawsze była Kate, jest i będzie, dlatego właśnie tu przyszedłem żeby walczyć o Waszą przyjaźń, którą Ty w taki bezsensowny sposób chcesz rozwalić - powiedział.
-  Zraniła mojego kuzyna. Dla mnie rodzina będzie zawsze na pierwszym miejscu - oświadczyła Rebekah.
- Ona nikogo świadomie nie zraniła, to Wy, oboje, skrzywdziliście ją - oznajmił, wskazując najpierw na Jake'a, a później na blondynkę.
- Ona chciała tylko o kimś zapomnieć, dlatego właśnie spotykała się z Jake'iem - odpowiedziała dziewczyna.
- A skąd Ty o tym wiesz? - spytał Hazza.
- Powiedzmy, że mam swoje źródła. A Ty o tym nie wiedziałeś? - zapytała.
- Nie miałem pojęcia, ale to nieistotne. Masz natychmiast iść i przeprosić Kate - rozkazał.
- Nie jesteś nikim z mojej rodziny, aby mi rozkazywać - wykrzyknęła wściekła dziewczyna.
- Może i nie jestem Twoją rodziną, ale proszę Cię przeproś Katherine. Chociaż dla świętego spokoju. Obiecuję Ci, nie będę Cię więcej nachodził - poprosił Harry.
- Jeśli ona przeprosi Jake'a, to ja zrobię to samo - odpowiedziała dziewczyna, patrząc na swojego kuzyna.
- Ty chyba na serio zwariowałaś... Ona ma go przepraszać? Za co? Za to, że nie zakochała się w nim? - zapytał ironicznie najmłodszy chłopak z zespołu.
- Za to, że go oszukiwała - powiedziała lekko podnosząc głos, gdyż nie lubi się powtarzać.
- Niby w czym? - zapytał.
- Spotykała się z nim dlatego, że chciała o kimś zapomnieć, a nie dlatego, że naprawdę go lubiła - odpowiedziała - mówiłam już - dodała.
- Nie robiłaby tego. Znam własną siostrę. Nie przyszło Ci do głowy, że ona chciała się w nim zakochać, ale po prostu nie umiała? - zapytał.
- Nie - powiedziała - Tylko w tej sprawie przyszedłeś? Żebym poszła przeprosić Kate? Jeśli tak, to nie masz, na co liczyć - dodała po chwili.
- W takim razie mam nadzieję, że nie będzie musiała Cię więcej oglądać - krzyknął chłopak, po czym wyszedł, trzaskając drzwiami.
Dziewczyna natychmiast poszła do swojego pokoju, w którym się zamknęła i nie chciała nikogo wpuścić. Za to chłopak, szedł wściekły do domu, gdyż nie dość, że nic nie zdziałał, to jeszcze dodatkowo pokłócił się z Rebekah. Uważał, że strasznie dzisiaj przegięła. Kiedy tylko dotarł do domu, to od razu, poszedł do pokoju swojej młodszej siostry.
- Cześć - powiedział, gdy był już w pomieszczeniu, w którym znajdowała się Kate i Liam.
- No dalej, opowiadaj - zachęciła Kate.
- Można powiedzieć, że pokłóciłem się z Rebekah - zaczął brunet.
- Czyli nadal jest wściekła? - zapytała.
- Tak i to straszliwie. A o kim tak chciałaś zapomnieć, że spotykałaś się z Jake'iem? - zapytał zaciekawiony Harry.
Katherine nie wiedziała, co ma odpowiedzieć. Ma dwa wyjścia: powie Harry'emu prawdę i Liam dowie się, że jej na nim zależy lub skłamie... Nie, drugie wyjście odpada. Harry patrzył na nią, ciekawy jej odpowiedzi. Jednak, to nie jego spojrzenie zestresowało ją najbardziej. Liam patrzył na nią tak intensywnie, że na jej policzki wdarł się rumieniec. Właśnie wtedy wpadła, na pomysł odpowiedzi, no to bardzo trudne dla niej pytanie. Zmieni temat, może to odwróci jakoś ich uwagę.
- A co na to wszystko Jake? - spytała.
W Liam'ie wręcz zawrzało. Nie wierzył w to, że dziewczyna ma w sobie aż takie pokłady współczucia. Tak ją skrzywdził, a ona jeszcze o niego pyta...
- Kate, odpowiedz na moje pytanie. A co do Jake'a, to był bardzo cichy, nic nie mówił - odpowiedział Harry.
- Czyli jeszcze się złości... Chyba pójdę ich przeprosić - powiedziała dziewczyna, kierując się w stronę drzwi.
- Kogo? Żartujesz sobie? To Rebekah na Ciebie nakrzyczała - powiedział Harry, zatrzymując ją w drzwiach.
- Ale to ja zraniłam Jake'a - wyjaśniła, spuszczając głowę.
- Może mam Ci przypomnieć jak Jake Cię nazwał? Pamiętasz co wtedy czułaś? Jak było Ci przykro? To nie Ty powinnaś go przepraszać, tylko on Ciebie - wtrącił Liam.
 W oczach dziewczyny, na wspomnienie o tym smutku i rozpaczy, który czuła, kiedy Jake nazwał ją "podłą egoistką", pojawiły się łzy.
- Liam - ostrzegł Harry, przytulając do siebie siostrę - Nigdzie nie pójdziesz w tym stanie - oznajmił Hazza, patrząc na dziewczynę.
- No co? Przynajmniej podziałało. Myślę, że Kate na razie nie będzie miała ochoty z nim rozmawiać - wytłumaczył.
- Liam - upomniał jeszcze raz Harry - Co Ci tak zależy żeby nie rozmawiała z Jake'iem? - zapytał.
- Nie chcę, żeby płakała przez takiego idiotę. Zresztą Ty też tego chcesz - powiedział brunet, troszeczkę mijając się z prawdą.
Katherine popatrzyła się na dziewiętnastolatka. W jego oczach naprawdę było widać troskę...
- Nie zakaże jej rozmowy z nim, ale niech trochę ochłonie tą całą dzisiejszą sytuacją - wyjaśnił Hazza.
- Nie pójdę tam - zdecydowała stanowczo Kate - Nie chcę znów przez niego płakać. Liam ma rację - dodała szatynka.
Na twarzy chłopaka zawitał uśmiech.
- Zrobisz to, co będziesz uważała za słuszne - powiedział Harry - Ja już pójdę - dodał i wyszedł z jej pokoju.


***


W ciągu tygodnia żadna z dziewczyn nie wyciągnęła do drugiej ręki. Katherine całe dnie snuła się po domu bez celu. Harry z Liam'em próbowali ciągle ją czymś zajmować, niestety bezskutecznie. Proponowali jej basen, a nawet siatkówkę, ale zawsze odmawiała. Było widać, że jest bardzo smutna. Za to, Rebekah większość czasu spędzała z Paulą i innymi przyjaciółmi, z którymi dawno się nie widziała. Jake poznał kolegów, z którymi codziennie grał w piłkę nożną lub oglądał filmy. Choć obojgu brakowało chłopaków z zespołu i Katherine, to nie chcieli dać za wygraną.


***


- Mam tego dość! Dłużej nie zniosę tego, że Katherine prawie w ogóle nie mówi, a o tym, że uśmiechu na jej ustach nie widziałem od nie wiadomo, kiedy nawet nie wspomnę - powiedział Harry, nie wiedząc, co o tym wszystkim myśleć.
- Brakuje jej Rebekah, a najwidoczniej ciężko znosi takie straty - odpowiedział Liam, pochylony nad jakąś gazetą.
Trochę martwiło go zachowanie Katherine, ale widział w tym chociaż jedną dobra rzecz. Im dalej był Jake, tym lepiej.
- Tobie też brakuje tej blondynki? - zapytał Liam, podnosząc głowę znad gazety.
- Może trochę - powiedział wymijająco.
Liam uniósł jedną brew ku górze.
- No dobra, brakuje mi jej. Strasznie... - wyznał starszy brat Katherine - Czasami myślę o tym żeby iść i przeprosić ją za moje zachowanie.
- To dlaczego tego nie zrobisz? Duma Ci nie pozwala? - zapytał, czując, że trafił w czuły punkt.
Harry nic nie odpowiedział, a po chwili wyszedł z pomieszczenia. Poszedł do swojego pokoju. Musiał to wszystko przemyśleć. Brakowało mu Rebekah, a przede wszystkim uśmiechu Katherine, który z niebywałą łatwością blondynka umiała wywołać. Policzył wszystkie za i przeciw. Tych drugich, było zdecydowanie mniej. W końcu podjął decyzję: przeprosi Rebekah za swoje zachowanie i przyzna się do błędu. Szybko wstał z łóżka, na którym przed momentem leżał i wpatrywał się w sufit. Po chwili, skierował się w stronę domu blondynki.



***


Zadzwonił do drzwi. Były one bogato zdobione, a dzwonek przywodził na myśl dźwięk opuszczonego domu w jednym z horrorów, który niedawno oglądał. Po minucie, drzwi otworzyła mu Rebekah. Jej twarz nie wyrażała radości na jego widok, wręcz przeciwnie. "No nic, raz się żyje" - pomyślał, a na głos nieśmiało powiedział:

- Cześć.
- Hej - odpowiedziała - Wejdziesz? - zapytała po chwili.
- Nie chcę Ci przeszkadzać. Przyszedłem Cię przeprosić, zachowałem się strasznie i niedojrzale. Można powiedzieć, że nawet jak dziecko. Popełniłem błąd. Wiem, że jest już późno, na jego naprawienie, ale chciałbym żeby było jak dawniej - powiedział chłopak, patrząc jej prosto w oczy.
Kiedy to w końcu z siebie wyrzucił, poczuł się wolny jak ptak. Powiedział wszystko, co leżało mu na sercu. Reszta zależała już od blondynki. 
- Już dawno o tym zapomniałam, przecież to co się stało, to się już nie odstanie. Życie toczy się dalej - wyjaśniła - Na pewno nie chcesz wejść? - zapytała.
- Dzięki za zaproszenie, ale robi się późno, a muszę dzisiaj naszykować kolację dla Kate, bo nie chce ostatnio jeść - wyjaśnił Hazza.
- Przeszła na jakąś dietę? - zapytała blondynka.
- Od tej Waszej kłótni musimy ją z Liam'em błagać żeby cokolwiek zjadła. Strasznie się tym przejęła - wyjaśnił Harry.
- I tak przez cały tydzień? - zapytała niedowierzająca Rebekah.
- Owszem - potwierdził Harry - Zawsze tryskała masą pozytywnej energii, a teraz zachowuje się tak, jakby ktoś zabrał kawałek jej samej - dodał.
- No to zadbaj żeby zjadła, bo jeszcze zachoruje - powiedziała dziewczyna.
- Ostatnio była w takim stanie, gdy jej najlepsza przyjaciółka, Caroline, powiedziała, że nie chce się z nią przyjaźnić, ponieważ my robiliśmy się coraz bardziej popularni i ona również - wytłumaczył nastolatek.
- Współczuję - powiedziała szczerze blondynka - Jeśli chcecie, to możecie do mnie jutro przyjść. Wszyscy - dodała.
- Mam wątpliwości, co do tego, że Liam i Jake się nie pozabijają - zażartował.
- Dadzą radę. Chyba... To do jutra - pożegnała się Rebekah.
- Do jutra - powtórzył chłopak i skierował się w stronę swojego domu.
Za to Rebekah poszła powiadomić Jake'a, że jutro przyjdzie Katherine z chłopakami i Alice. Chłopak nie ucieszył się, gdy usłyszał imię szatynki. Nie był za bardzo zadowolony, ale zapewnił, że postara się nie zepsuć spotkania. Za to, kiedy Liam dowiedział się, że mają iść do Rebekah, postanowił, że nie spuści oka z Katherine i nie dopuści, aby zbyt długo przebywała w towarzystwie Jake'a. Katherine, od razu nabrała chęci do życia. Jej blade policzki w końcu nabrały rumieńców...



***


Następnego dnia, gdy miało odbyć się spotkanie, to Rebekah i Jake wstali bardzo wcześnie, aby wszytko przygotować, bo sprawę utrudniała ręka dziewczyny, która była jeszcze w gipsie. Pierwsze, co zrobili to pojechali na zakupy. Gdy tylko wrócili ze sklepu, wzięli się za sprzątanie i przygotowywanie posiłków. Po trzech godzinach wszystko było już gotowe.


***


Katherine wstała wyjątkowo późno. Pierwszy raz od tygodnia udało się jej przespać całą noc i tym samym porządnie się wyspać. Szybko załatwiła wszystkie poranne czynności i o godzinie 13.00, godzinę przed ich wyjściem, stała pod szafą, patrząc z rezygnacją w oczach na swoje ciuchy, nie wiedząc, co założyć. Ta bluzka za poważna, ta zbyt ekstrawagancka, ta sukienka zbyt krótka... W końcu zdecydowała się na czarne rurki i niebieską bluzkę, do łokcia, gdyż dzisiaj było dość zimno. Do tego, dodała czarne baletki i delikatne dodatki. Kiedy już przejrzała się w lustrze, była zadowolona z całościowego efektu. Brakowało jej tylko prostownicy, którą bardzo lubiła. Nawet nie obejrzała się jak minęła ta godzina, a już słyszała z dołu:
- Kate, chodź już - wołał Harry.
Szatynka posłusznie zeszła po schodach i razem z resztą wsiadła do samochodu, kierującego się pod dom Rebekah. Na szczęście, udało im się zgubić paparazzi. Kiedy wysiadali z auta, Kate zaczęła mieć wątpliwości czy na pewno dobrze robi, chcąc się spotkać z Jake'iem. "No cóż, teraz już się nie wycofam. Pomyśli jeszcze, że jestem tchórzem" - pomyślała. Louis szedł pierwszy, więc to on zadzwonił do drzwi. 
- Cześć, wejdźcie - przywitał się Jake i wpuścił ich do środka. 
Grupka weszła do salonu, w którym była już Rebekah. Katherine próbowała stać jak najdalej od Jake'a. Nie chciała patrzeć w jego ciemne oczy, zbyt dużo ją to kosztowało. Chwilami miała wrażenie, że Liam udaje jej cień. Gdzie by się nie posunęła, tam znajdował się on. Dziwne... Wszyscy usiedli na kanapie i zaczęli rozmawiać na różne tematy. Przez to, że nie widzieli się aż tydzień, to mieli dużo rzeczy do obgadania. Chyba wszyscy zauważyli, że Liam nie darzy Jake'a sympatią, ale wręcz przeciwnie. Zresztą w drugą stronę działało to podobnie. Jake był pod wrażeniem dzisiejszego wyglądu Katherine. Pomimo całej tej sytuacji, dziewczyna nadal mu się podobała. Nie tylko zresztą jemu i doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Liam był groźnym konkurentem. Przystojny, wysportowany, sławny...  Ale ją zranił, co daje większe szanse kuzynowi Rebekah. Choć i tak było wiadomo, że wybierze tylko jednego lub żadnego. Po jakiejś godzinie, impreza rozpoczęła się już na dobre. Zayn z Alice, siedzieli na fotelu przy oknie i cały czas rozmawiali, jak gdyby nikt inny nie istniał. Było widać, że są naprawdę dobraną parą. Louis próbował robić lemoniadę, przy okazji wszystko upuszczając i demolując kuchnię blondynki. Harry wraz z Rebekah, próbowali go jakoś uspokoić, ale na niewiele, się to zdało. Do chłopaka nie dochodziły żadne argumenty. Uparł się i to z góry była przegrana sprawa. Liam z Jake'iem, siedzieli na kanapie, udając, że się lubią choć i tak większość osób wiedziała, jaka jest prawda. Katherine siedziała pomiędzy nimi. Po chwili wstała i poszła obserwować, co robią inni. Za dziewczyną natychmiast ruszył Liam.
- W co Ty się bawisz? - zapytała, gdy chłopak pomaszerował za nią do kuchni.
- Nic. Tak po prostu, chodzę sobie - odpowiedział brunet.
- Jak dla mnie to jest trochę dziwne. Chodzisz za mną krok w krok - wyjaśniła swoje spostrzeżenia dziewczyna.
- Tak wyszło. Nie będę chodzić za chłopakami z zespołu, to byłoby głupie - wytłumaczył chłopak.
-  Możesz jeszcze chodzić za Rebekah, Paulą lub Alice - zaproponowała Katherine.
- Nie chcę przeszkadzać Alice i Zayn'owi. Paula rozmawia z Niall'em, a Rebekah... Pilnuje Louis'a - oznajmił chłopak.
- Ktoś by tu mógł bajki pisać. Tylko, że ja już nie jestem dzieckiem i w nie, nie wierze - oznajmiła nastolatka - A może podasz mi prawdziwą wersję wydarzeń? - zaproponowała.
- Nudzi mi się trochę - powiedział Liam, idąc dalej za szatynką.
- Taaa... Taaa... Następna bajeczka - prychnęła nastolata.
- Dlaczego tak sądzisz? - zapytał.
- Bo Cię znam i wiem kiedy ściemniasz - wyjaśniła młodsza siostra Hazzy.
- Nie ściemniam. Nie udowodnisz mi tego - powiedział.
- Zaprowadzę Cie do wykrywacza kłamstw - zażartowała Katherine.
- Nie masz takiego urządzenia - oznajmił brunet.
- Zawsze mogę wziąć Cię do jakiegoś reality show - powiedziała Kate.
- Nie zrobiłabyś tego - powiedział Liam.
Gdy tak chodzili, przez dłuższy czas, to Harry zaczął zastanawiać się, co stało się Liam'owi, że tak ciągle chodzi za Kate. Postanowił, że gdy wrócą do domu, zapyta go o to. Reszta spotkania minęła spokojnie, oczywiście, nie obyło się bez wygłupów Louis'a. Niby najstarszy w zespole, ale najbardziej dziecinny. Kiedy już wszyscy znaleźli się w domu, Katherine od razu udała się w stronę swojego pokoju, twierdząc, że jest zmęczona. Pomimo całego tego przyjęcia, jej stosunki z Jake'iem nie zmieniły się. On raczej nie próbował nawiązać rozmowy choć patrzył się na nią z nieskrywanym zainteresowaniem. Gdy kuchnia opustoszała, Harry zdecydował się zapytać Liam'a o dzisiejsze popołudnie i wieczór. 
- Dlaczego ciągle chodziłeś za Kate? - zapytał, biorąc do ust orzeszka ziemnego i popijając go Coca-Colą.
- Nudziło mi się, a czemu pytasz? - zapytał Liam.
- Bo to zabawnie wyglądało dla postronnego obserwatora - wytłumaczył loczek.
- Musiałem znaleźć sobie jakieś zajęcie, więc chodziłem za Kate - odpowiedział brunet.
- Może. Nie wnikam. W każdym bądź razie wyglądało to przekomicznie - stwierdził Harry, poprawiając grzywkę. 
- No to cieszę się, że cię rozbawiłem - powiedział chłopak, wychodząc z pomieszczania.

6 komentarzy:

  1. NARESZCIE!!!! JUUPIII :D
    świetny i przy tym taaaaaaki długo :P
    tylko trochę mało romansu w nim, jak dla mnie, ale ja się nie znam :)
    czekam na next ^^
    http://viator-nete.blogspot.com
    peace :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W następnym rozdziale będzie dużo romansu...

      Usuń
  2. Bardzo fajne opowiadanie, podobał mi się ten rozdział :-)
    Zapraszam do siebie w wolnej chwili

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdział, tylko szkoda, że Rebekah i Harry się pokłócili... Na szczęście wszystko jest już ok...
    zapraszam: http://one-direction-t.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie tak miało być. Troszeczkę trzeba wprowadzić tej pikanterii żeby wciągnąć czytelnika ;P

    Katherine ;)

    OdpowiedzUsuń